Deficyt Balcerowicza
Gazeta Wyborcza nr 270, wydanie waw z dnia 20/11/1997 GOSPODARKA, str. 26Leszek Balcerowicz postawił na swoim. Rząd zgodził się obniżyć przyszłoroczny deficyt budżetowy i zmniejszyć tempo wzrostu gospodarki. Do projektu budżetu przygotowanego przez poprzedniego ministra finansów Marka Belkę i przesłanego już do Sejmu rząd Jerzego Buzka zamierza na początku grudnia wprowadzić autopoprawki. Wczoraj przyjął nowe założenia do budżetu: planowaną wysokość wzrostu gospodarczego, deficytu, dochodów i wydatków. Wpływy budżetu rząd oszacował na 128,9 mld zł, a wraz z prywatyzacją na 135,6 mld zł (od przyszłego roku wpływy z prywatyzacji mogą być wykorzystywane wyłącznie do finansowania deficytu, nie można ich zatem wliczać do dochodów budżetu). W projekcie odziedziczonym po rządzie Cimoszewicza było to odpowiednio: 126,7 mld zł i 133,2 mld zł. Wydatki budżetu nie powinny być, zdaniem szefa resortu finansów, wyższe niż 143,3 mld zł. W projekcie Belki wydatki planowano na 141,4 mld zł. Deficyt wyniesie zatem 1,5 proc. PKB, a bez wpływów z prywatyzacji 2,8 proc. Spór o wskaźniki O to, jakie założenia przyjąć, toczył się ostry spór między wicepremierem Leszkiem Balcerowiczem i szefem Rządowego Centrum Studiów Strategicznych Jerzym Kropiwnickim. Obaj przedstawili własne propozycje poprawek do budżetu. Balcerowicz chciał utrzymać główne założenia projektu Belki dotyczące wzrostu gospodarczego (5,6 proc. PKB) i inflacji (9,5 proc.). Zaproponował obniżenie deficytu budżetowego do 1,5 proc. PKB (Belka chciał 1,6 proc.). Wicepremier upierał się też, by zmniejszyć m.in. szacunek dochodów z podatków pośrednich i w mniejszym stopniu finansować deficyt poprzez sprzedaż obligacji i bonów skarbowych. Z komunikatu Centrum Informacyjnego Rządu nie wynika jednak, czy ten postulat przeszedł. Natomiast min. Kropiwnicki na zwołanej przed wtorkowym posiedzeniem rządu konferencji prasowej poinformował, że jego zdaniem gospodarka będzie się rozwijać szybciej, niż planowali autorzy projektu budżetu, większa ma być produkcja, inwestycje i popyt krajowy - główny motor wzrostu gospodarczego. Mniejsze miałoby być bezrobocie. Kropiwnicki proponował rządowi, by: * zapisać w budżecie, że wzrost gospodarczy wyniesie 6 proc. PKB; * podnieść planowany deficyt budżetu o 1,5 mld zł, do 1,8 proc. PKB. Wskazywał na fakt, że w uzasadnieniu projektu budżetu napisanego przez Marka Belkę podano, że brakuje właśnie 1,5 mld zł na sfinansowanie "niektórych nowych ustaw"; * podnieść szacunki wpływów podatkowych, które zwiększą się wraz ze wzrostem gospodarczym; * pozostałą część dodatkowego deficytu sfinansować, sprzedając więcej rządowych papierów wartościowych o wyższej niż dziś rentowności; * wprowadzić w życie specjalny program pobudzania małych i średnich przedsiębiorstw na terenach dotkniętych powodzią oraz finansowania tam gminnych inwestycji infrastrukturalnych. Pieniądze na program miałyby pochodzić ze specjalnego, wprowadzonego tylko na 1998 r. podatku powodziowego - "liniowego podniesienia VAT o 1 proc., z 0 do 1 proc., z 1 do 2 proc., z 7 do 8 proc. itd.". Podatek ten miałby przynieść 4-5 mld zł dodatkowego dochodu. Balcerowicz górą Rząd zaakceptował dwie główne propozycje Leszka Balcerowicza. - Jeśli Balcerowicz nie ma racji i dokona schłodzenia gospodarki, to może się okazać, że zerwiemy wzrost gospodarczy. Jeżeli ja nie mam racji, to grozi nam tąpnięcie podobne do czeskiego - mówił przed wczorajszym posiedzeniem rządu Kropiwnicki. Po zakończeniu obrad Leszek Balcerowicz przyznał, że w ostatnim okresie działania poprzedniej koalicji parlament uchwalał ustawy, nie licząc się z możliwością ich finansowania. Z tego powodu brakuje 1,5 mld zł. Balcerowicz zapowiedział w związku z tym, że budżetowi towarzyszyć będzie pakiet ustaw i część niemożliwych do sfinansowania zobowiązań budżetu państwa trzeba będzie "odsunąć, odroczyć, a niektóre anulować".
Źródło: GW